20260530

Dzień ósmy.

Trasa z ósmego dnia – 560km

Ten dzień zaczął się dość wcześnie. Jak Imam zaczynał swoje poranne śpiewy o 04:15 to my byliśmy już spakowani i odpalaliśmy motocykle. Duszno nie było zaledwie koło +5. Powodem takiej pobudki były balony, które startowały koło 06:00, a musieliśmy jeszcz dojechać na nasz punkt obserwacyjny.

O 05:00 dotarliśmy na miejsce i lekko się zaniepokoiliśmy bo nie bardzo było widać jakiś ruch z balonami. Dreptaliśmy wkoło wyczekując słońca, które po woli wychodziło zza gór, a było pioruńsko zimno. Pojawiło się o 05:30 i ogrzało nam lica.

Tuż przed 06:00 zaczęły pojawiać się auta z balonami i autobusy z turystami. Jednak obraliśmy dobry punkt obserwacyjny bo widzieliśmy kilka jak nie kilkanaście miejsc, z których startowały balony.

Po zaledwie 15 minutach naszym oczom ukazały się dziesiątki balonów.

Patrzyliśmy tak na ten spektakl koło 1h. W końcu pora była ruszać bo tego dnia mocno kierowaliśmy się na południowy wschód. Zbliżyliśmy się na odległość około 150km od granicy z Syrią.

Aromatyczne stoisko z przyprawami.

Tego dnia jechaliśmy przez tereny na, których było trzesienie ziemi, które zabiło ponad 20000 ludzi i zniszczyło całe miasta. Widzieliśmy miasta budowane od zera, dziesiątki bloków i domów w stanie deweloperskim i osedla namiotów w oddali.

Przed Nami ukazały się okazałe góry ze szczytami pokrytymi śniegiem. W pewnym momencie zauważyliśmy czarny dym miedzy białymi szczytami. I to był koszmar ekologa – jakaś stara dymiąca jak szlak elektrownia.

Droga wiodła przez pustkowia wyniszczone trzęsieniem ziemi. Widzieliśmy mnóstwo budowanych od zera wsi i miast. Wszystkie domy identyczne.

Lunch zjedliśmy przy drodze w lokalnej knajpie.

Nasz kolejny cel to był już hotel w środku gór. Na bookingu szału nie było z ilością hoteli do wyboru, a i lokalne apki też więcej nie pokazywały. Chcieliśmy tam spać bo nstępnego dnia czekała Nas górska atrakcja – święta Góra Nemrut.

Tgo się nie da odzobaczyć 😉

Previous Day                   Next Day